|
| book // me // fav |
Jesteś 16100 osobą, która odwiedziła ten blog. Tutaj możesz Dodać do Ulubionych
maj.Chyba po raz pierwszy w życiu, nie chcę wakacji. Nowa szkoła była początkiem czegoś nowego. Jakiś wstęp do dorosłości. Wybrałam ją sama, nie dając innym możliwości, by skomentowali to choć jednym słowem. Mnóstwo obaw. Czy odnajdę się w nowym miejscu, znajdę wspólny język z nowo poznanymi ludźmi, czy po miesiącu nie będę miała ochoty rzucić wszystkiego i nie stwierdzę, że nie był to najlepszy pomysł. Tak się nie stało. Ławkę zaczęłam dzielić z M. Nie wierzę w przypadki. Wiem, że właśnie wtedy pojawiła się w moim życiu osoba, na którą czekałam od zawsze. Pierwsze, przykrótkie rozmowy przy parapecie, pierwsze wspólne zakupy, pierwsze esemesy, w których brak było jakiejkolwiek logiki. Pomogło mi to w zaaklimatyzowaniu się. Chyba nigdy przedtem nie znałam osoby tak okropnie podobnej do mnie. Pod każdym względem. Chyba cokolwiek, co bym teraz napisała, byłoby zbyt banalne. Mogłabym wymieniać bez końca, ile razy mnie rozbawiła, pomogła, pozwoliła zanudzać się moim narzekaniem, ile razy była blisko, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Ile godzin spędziłyśmy tak po prostu rozmawiając i nieważne, czy akurat padał deszcz, śnieg, albo właśnie uciekał mi ostatni autobus. Czasem miałam wrażenie, że wymaga się ode mnie za dużo, że jestem jedynie plastikowym pionkiem, który można jednym słowem przestawić tam, gdzie się chce. Mnóstwo nauki, szorstki ton, niejasny system oceniania. Lodowate kaloryfery, poobklejane gumą do żucia szyby autobusów, szyja obwiązana dwoma szalikami. Uczyłam się, jak żyć z innymi ludźmi. Pozwoliłam się poznać, bo nie widziałam sensu w tym, by udawać kogoś, kim nie jestem. Z jednymi osobami było to prostsze, z innymi chyba nawet do tej pory nie potrafię rozmawiać. Poznawałam nowych ludzi. Przydarzały mi się dziwne, śmieszne, głupie i absurdalne sytuacje, czasem wszystko działo się tak szybko, że nie byłam w stanie tego kontrolować. Mimo wszystko zawsze wtedy wiedziałam, że jestem w odpowiednim miejscu. Jeszcze w wakacje okropnie się bałam. Budzik przed szóstą wydawał się być nie lada wyzwaniem, a teraz nawet nie umiałabym wstawać później. Idealnie nauczyłam się wszystkiego, od czego najbardziej chciałam uciec. Zrozumiałam, że gdzieś jest moje miejsce, że są ludzie, którzy na mnie czekają i na których ja czekam. Zrozumiałam, że nie zawsze wszystko będzie tak, jak ja chcę, oduczyłam się wylewania litrów sarkazmu przy ludziach, których tak naprawdę nie znałam. Zaczęłam mówić głośno nie to, co każą mi inni, ale to, co tak naprawdę myślę. Zdałam sobie sprawę z tego, że mam wszystko.
Z babcią chyba lepiej. Ze mną prawie idealnie. słucham: Simple Plan-I can wait forever klik! Trzeba iść dalej. Po inne spojrzenia, po inne chwile. Po nowy początek. Paulina 11:27:28 10/05/2012 [komentarzy 13] Komentuj ! kwiecień.Dzieje się dokładnie to, na co chciałam się choć trochę przygotować i co zaiste, nie udało mi się. Kroplówki, masa tabletek, posępne pielęgniarki, kilka łóżek wciśniętych w jedną, niewielką salę. Wchodzę tam i muszę się uśmiechać i powtarzać, że wcale się nie martwię, bo przecież będzie dobrze. Zaciągam rolety, płuczę sztućce, podpisuję jakieś papiery, bo sama nie potrafi utrzymać długopisu w ręce. Opowiadam jej, że za oknem świeci słońce, co pewnie zauważa, widząc mnie z gołymi ramionami. Cała reszta przestała mnie obchodzić. Naukę odkładam na ostatnią chwilę i nie widzę nic pozytywnego w tym, że niedługo wakacje. Teraz będzie ciężko. Nie chcę się chować i udawać, że nie widzę, co się dzieje i myśleć, że uda mi się tego jakoś uniknąć. Chcę spróbować żyć mimo wszystko. Są rzeczy, o których nie mówi się nawet najbliższym przyjaciołom. Czasem zresztą nie trzeba mówić, bo oni i tak wiedzą. Paulina 21:07:58 14/04/2012 [komentarzy 9] Komentuj ! kwiecień.Mimo kilogramów jedzenia, pluszowych zajączków i innych drobiazgów, święta nie są takie, jak kiedyś. Kiedyś łatwiej było znaleźć powód do radości. Kiedyś wszystko wydawało się być prostsze, choć niekoniecznie takie było. Wraz z kolejnymi latami, problemy niespodziewanie zaczęły się mnożyć. Okazało się, że wcale nie tak łatwo po spełniać marzenia i że nie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Rozczarowania, leki, porażki na dobre wpisały się w życie. W międzyczasie ulotniła się beztroska, zostały kawałki optymizmu, a szczęście zyskało zupełnie inną definicję. LifeHouse-Eighties Dała mi tonę wspomnień. To, co kiedyś było codziennością, teraz kaleczy mi serce. Nie zdążę pokazać jej, wszystkiego, co bym chciała, nie wystarczy mi też pewnie czasu żeby powiedzieć o tym wszystkim, co coraz bardziej zżera mnie do środka. Może wcale nie muszę tego robić. Może mimo, że nie umiem mówić o uczuciach doskonale wie, jak cholernie jej potrzebuję. Zawsze będę potrzebowała. Dziwnie mi. Ludzie, którzy chcą pozostać w Twoim życiu, zawsze znajdą na to sposób Paulina 10:13:32 7/04/2012 [komentarzy 4] Komentuj ! marzec.Staram się nie myśleć o tym, co będzie. Pojawia się wszystko to, na co czekałam zimą, siedząc pod kocem, z kawą w czerwonym kubku. Słońce. Huśtawka przed domem, koszula rozpięta do połowy, nienaturalnie mało kłótni i narzekania. Nie chcę się bać. Nie ma nic za darmo, a dopóki będę izolowała się od ludzi i nieczęsto robiła coś, żeby wrócili, niewiele będzie się zmieniać. Wiem, że mam najcudowniejszą przyjaciółkę pod słońcem. Nieważne, czy idziemy do drogerii i psikamy męskimi perfumami, czy bulwersujemy przechodniów wykrzykując wulgaryzmy. Wiem też, że tego nie zniszczymy i bez znaczenia, czy będziemy na studiach, czy długo po nich, nadal będziemy się przyjaźnić. Jednak czy warto ograniczać się do jednej osoby? Parę osób odeszło, nim zdążyłam zdać sobie z tego sprawę. Niektórzy zmienili się nie do poznania, co mnie przeraża. Może po prostu idą do przodu, razem z wszystkim wokół, a tylko ja zostaję w tyle i dlatego nie mogę tego pojąć. Nie wiem. Zima minęła szybko, choć we wrześniu bałam się, że będzie trwała w nieskończoność. Zresztą chyba już zapomniałam o lodowatych stopach, czerwonych dłoniach i zachrypniętym głosie. Przecież, w sumie, nie było aż tak źle. Nie wierz nigdy, kiedy mówię, że nie chcę. Paulina 14:06:23 25/03/2012 [komentarzy 12] Komentuj ! marzec.Do domu wracałam prawdziwie wiosenna. Z szalikiem w torebce, wypsikana męskimi perfumami, katując obolałe stopy butami na obcasie. Ten tydzień nie był zły. Pod względem ilości nauki, otrzymanych ocen, pogody i stosunków międzyludzkich. Nie wiem kiedy się tego nauczyłam, ale krytyka totalnie po mnie spływa. I kiedy widzę, jak ktoś patrzy się na mnie najbardziej perfidnie jak tylko można, mierząc od góry do dołu, to daje mi to raczej powód do śmiechu, niż przejmowania się tym. To chyba dobrze, w końcu zawsze chciałam być taką perfekcyjną, chodzącą subtelnością. M. jest niesamowita. Kiedy omal nie upada na środku chodnika w moich butach, przez kilka godzin wybiera farbę do włosów, ostatecznie wychodząc z drogerii z pustymi rękoma, kiedy gubi czwarty długopis pożyczony ode mnie albo próbuje mnie obrazić mówiąc, że blondynki nie myślą. Umarłabym bez przyjaciółki. Na tę chwilę, potrzebuję chyba najbardziej samozaparcia. Takiej małej myśli w głowie, że jest taka piękna pogoda, więc najwyższa pora zdjąć słuchawki, wyłączyć komputer i wskoczyć w trampki. Popatrzeć w niebo, trochę porozmyślać i może zrobić coś fajnego. W końcu wiosna chyba najbardziej sprzyja spełnianiu marzeń. B. pracuje. Już nie budzi mnie wiadomość od Niego i nie zasypiam w telefonem w dłoni. Trochę dziwnie, ale przecież angażując się w tą znajomość, zrobilibyśmy sobie wielką krzywdę.Rozum musi pójść przodem. To, czego szukasz, także ciebie szuka. Paulina 17:08:24 16/03/2012 [komentarzy 7] Komentuj ! marzec.Dni płyną szybko, tracą wyjątkowość, szukasz miłości, gdzie miłość to tylko słowo. Dzień Kobiet minął jakoś tak nikle i beznamiętnie. B. wysłał mi życzenia. Choć na pozór zwykłe, właśnie te były najmilsze. Zaczyna mi imponować, choć jeszcze niedawno broniłam się rękoma przed tą znajomością. Teraz widzę, że jest strasznie porządny i dojrzały, a ja logując się po raz pierwszy na tym forum, zrobiłam coś naprawdę dobrego. Ludzie zmieniają się na wiosnę. Ci, którzy zimą chowali się pod grubymi, szarymi płaszczami, okazują się być niezwykle sympatyczni i otwarci. Ja sama chyba też staję się mniej aspołeczna. Nie sądziłam, że z osobami, z którymi nigdy dotąd nie rozmawiałam, będę potrafiła znaleźć aż tyle wspólnych tematów. Słońce chyba dodaje mi energii. Na pewno nie nakręca do tego, by kolejny weekend spędzić sama w pokoju, uciekając przed wszystkimi i wszystkim. Termin wakacji staje się coraz bardziej realny. Tak niedawno umierałam ze strachu przed nowa szkołą, uczyłam się na pamięć rozkładu jazdy autobusów, cieszyłam się widząc pierwsze mandarynki czy śnieg, a tymczasem wkładam do trampek nowe sznurowadła i chowam rękawiczki.Te wakacje będą dziwne. Przyzwyczaiłam się do wstawania przed szóstą, chodzenia po korytarzu na palcach, żeby nikogo nie obudzić. Do czekania na autobus pół godziny i więcej, do grzania razem z M. dłoni przy upapranym kaloryferze, do złoszczenia się, gdy kolejna ocena nie była w stanie mnie zadowolić. Banalna motywacja do tego, żeby wstać, rozczesać włosy i włożyć czyste spodnie, okazja do tego, żeby porozmawiać, móc się wygadać, czasem i odpocząć od tego, co dzieje się w domu. Polubiłam tą moją codzienność. + Wybrałam się na zakupy po trampki, wyszłam ze sklepu z obcasami. Sama siebie nie poznaję. Paulina 16:59:46 9/03/2012 [komentarzy 4] Komentuj ! marzec.Pierwszy tydzień po feriach minął niesamowicie szybko. Pod znakiem długich rozmów z M., herbaty wypijanej hektolitrami i przysypiania z zeszytem w ręku. Tego było mi trzeba. Czuję wiosnę. Upragnione trampki na nogach czy oślepiające słońce potrafią zdziałać cuda. Mam ochotę przywitać ją inna, niż dotychczas. Przeraża mnie jednak wizja odrostów i pustego portfela, więc najpierw zastanowię się kilka razy. Piszę z chłopakiem z forum. Widzę, jak ktoś zupełnie obcy, troszczy się o mnie, martwi i pamięta. Wiem, że jest świetnym człowiekiem, bo przez moje humory i humorki, mógłby obrazić się na mnie już co najmniej kilka razy i przestać się odzywać, a jednak tego nie robi. Moje wyniki okazały się być nadzwyczaj dobre, choć pewnie nikt w to nie wierzył, bo przecież jakim cudem, z taką niedowagą, mogę mieć aż tyle żelaza. Kręgosłup też w porządku, czyli nie jest tak źle, jak się zapowiadało. *** To takie dziwne, że sami komplikujemy swoje życie. Stwarzamy głupie granice. Wiem, że tak wiele w moim życiu mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Wystarczyłoby kilka słów, gestów, spojrzeń, a poszłoby już z górki. Coraz więcej osób pyta mnie o to, czy wierzę w przeznaczenie. Chyba właśnie przez te pytania, zadawane tak dwuznacznie, przestaję odpowiadać przecząco. Przestało mi już zależeć na tym, żeby wszyscy mnie zrozumieli. Najważniejsze jest, żebym to ja rozumiała sama siebie. Paulina 16:45:35 2/03/2012 [komentarzy 7] Komentuj ! # | Samoobs. + Thecorations. |